RSS
niedziela, 24 kwietnia 2011

French Connection to brytyjski brand, który od ubiegłego roku zachwyca kampaniami reklamowymi. Bezdyskusyjnie. Jakikolwiek argument naprzeciw mojemu zachwytowi nie przemówi. Przecież bezkrytycznie zauroczonym przemówić się nie da. Znowu o facetach...

http://www.frenchconnection.com/

W 2010 roku był "The Man" i "The Woman". Kilka opcji czarno-białych reklam. "The Man" czyli chodzi sobie mocno zarośnięty, dobra brodaty, facet, przysiada na schodzie, śmieje się, jedzie windą, duma... W tle mówi narrator. Są jeszcze wymowne hasła. Oto patrzymy na prawdziwego, czytaj męskiego faceta i czytamy/ widzimy/ słyszymy "This is a man". I nareszcie wierzymy. "Man should be brave" i wiemy że ten facet z brodą, choć z króliczymi uszami jest dzielny. "Eat meat. Dress well". Patrzymy z podziwem, fascynacją i zazdrością. O tak. Rok później kolejna kampania na wiosnę/ lato 2011. Znowu oddzielna dla facetów i kobiet. Tym razem w guście "You are man?" i "You are woman?". Przez 2 tygodnie ambasadorzy French Connection odkrywali samych siebie na Malcie i Gozo. Pokazywali kim są naprawdę. Że mają fajny rodzaj poczucia humoru, potrafią się dobrze bawić i korzystać z życia. Właśnie dlatego kampania trafia. No patrzcie sami.

17:43, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Jedna z najbardziej oryginalnych projektantek mody. Te jej wszędobylskie kwiaty gigantycznych rozmiarów. Satynowe płaszczo-poranniki. Botki bogato zdobione błyskotkami i kamieniami. Gdziekolwiek się pojawia, wywołuje poruszenie. Elisa Palomino.

palomino

Urodziła się w latach 60. w hiszpańskim mieście Cuenca. Jej matka była znanym i cenionym renowatorem sztuki, babcia zaś większość pieniędzy wydawała na garderobę haute couture. To po nich Elisa odziedziczyła zmysł estetyczny i fascynację tkaninami. O projektowaniu mody marzyła od najmłodszych lat więc nie było innej opcji niż studia na londyńskim Central St. Martins College. Jej kumplami z roku byli Alexander McQueen, Antonio Berardi i Hussein Chalayan. Potem Palomino pracowała dla Moschino, gdzie zajmowała się linią Cheap&Chic, Galliano i Diora, z czasem dla Roberto Cavalliego a w 2008 roku została vice-prezesem u nowojorskiej projektantki Diane von Furstenberg. Wreszcie w 2010 roku stworzyła własną markę i pokazała pierwszą kolekcję podczas New York Fashion Week.

elisa palomino

Wychowana wśród zbytków i luksusu, Palomino kocha wszystko co strojne i epatujące przepychem. Jest fanką baroku, oper i intensywnej kolorystyki Indii. Wyjątkowy jest jej styl i makijaż. Jej policzki zawsze błyszczą a usta zwracają uwagę czerwoną szminką. Kocha irysy, zapach bursztynu, dotyk aksamitu i „Małą syrenkę”. Mówi, że nigdy nie przestaje marzyć. A o modzie? Tłumaczy: „Jest po to aby ludzie chcieli marzyć. Cudownie jest czerpać z niej pieniądze, ale jeśli nie miałabym sprawiać, żeby inni chcieli marzyć, po co mi ona?”

19:37, bohovictim
Link Komentarze (1) »
środa, 23 marca 2011

liz taylor 

liz taylor

Mówiła o sobie "Jestem żywym przykładem na to przez jak wiele człowiek może przejść i przetrwać". Od 12. roku życia borykała się z problemami zdrowotnymi z kręgosłupem. Z czasem aby nie czuć bólu ból, sięgała po alkohol. Ikona mody. Miłośniczka Diora. Zdobywczyni dwóch Oscarów. Pierwsza gwiazda, której pozwolono decydować o kostiumach, w których wystąpi w filmie. O makijażu, fryzurze... Pierwsza gwiazda w klinice Betty Ford. Gdziekolwiek się pojawiała, spełniano jej najbardziej wyrafinowane zachcianki. Najpiękniejsza kobieta świata. Z największą ilością okładek "Life'a". Z ośmioma małżeństwami na koncie. Siedmioma mężami. Jedną prawdziwą miłością. Tak Liz Taylor mówiła o Richardzie Burtonie.

Zapytana kiedyś o pracę przy filmie "Kleopatra", powiedziała "Naprawdę niewiele pamiętam. Działy się inne rzeczy". Działa się miłość bo filmowa Kleopatra i Marek Antoniusz zostali parą i w życiu prywatnym. Nazywano ich najpiękniejszą parą świata. On obsypywał ją diamentami, które ona tak bardzo uwielbiała. Kochali się na całego i tak samo na całego kłócili. Odchodzili, wracali i tak w kółko. Dwukrotnie mówili sobie "tak".

Liz Taylor walczyła z AIDS i HIV. Po śmierci Rocka Hudsona założyła Elisabeth Taylor Aids Foundation. Była jedną z najbliższych osób Michaela Jacksona. Jak mówiła, łączyły ich wspólne przeżycia z dzieciństwa. Była... jest legendą. Wiecznie żywą. Piękną. Mówią, że nie ma ludzi niezastąpionych. Są.

liz taylor

liz taylor

film: http://www.youtube.com/watch?v=SSFE_xqL5Rk&feature=related

 

22:15, bohovictim
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 lutego 2011

Jak podaje moja najnowsza biblia mody "The world's most influential fashion designers" Noela Palomo-Lovinskiego, Mediolan to eksluzywne jedwabie z nadrukami, najlepsze gatunki wełny, jaskrawe kolory i mnóstwo zdobień. Nowy Jork to nade wszystko czysta estetyka, praktyczność na każdy dzień, Paryż zaś to couture i wyznaczanie trendów. W końcu Londyn. Dwoisty. Bo z jednej strony konserwatyzm (Saville Row), z drugiej eksperyment. Ten drugi często szokujący. Wystarczyło stawić się na London Fashion Week, który wciąż trwa, choć dla mnie skończył się wczorajszego wieczora. Właśnie po to aby przekonać się jak bardzo awangardowym można być, jak odważnie można eksperymentować. Z różnym skutkiem. Bo fajnie kiedy ten outfit nawet jeśli wymyślony, nieprzewidywalny i zaskakujący stanowi jednak naszą część. Gorzej kiedy jest przebraniem. Uwielbiam tych, w których głowach i sercach jak u Piaggi prawdziwa awangarda, ale jeśli to tylko sposób na zwrócenie uwagi przebraniem, to ja tego nie kupuję. Ale to moje zdanie.

mary katrantzou

holly fulton

Bez wątpienia Londyn to stolica awangardy. I to tej najwyższych lotów, którą obserwowałam z zapartym tchem, nie odczuwając przesuwających się wskazówek zegara. Były zamszowe czółenka z przeróżnymi zwierzakami, kilogramy biżuterii, lateksy, tiule, liczne wcielenia Mary Poppins, niezliczone mixy trenczów. W końcu kolory. Na tym polu totalna eksplozja. I wcale nie, że pastele i nie, że delikatnie, dziewczęco i pasująco do siebie a mocno, na całego, jaskrawo i wzorzyście. Holly Fulton po nie sięgneła i wyszło super. Mary Katrantzou podobnie. U niej worzyście jak w cartoonach. U Louise Gray nie dość, że z kolorami, to jeszcze z tiulami i ozdobami. W końcu Yang Du ze swoimi wielkimi zwierzakami na bluzach. Awangardowo też w londyńskich butikach. U Margieli w białych fartuchach, u Yamamoto origami, w Comme des Garcons t-shirta wyciąga się z automatu, u Balenciagi jak w dyskotece a u Jacobsa posród printów niezliczonych, powtarzalny wątek uśmiechu Panny Marc zwanej Ugly Doll. Więcej w Dilemmas i Take Me. Wkrótce.

23:23, bohovictim
Link Komentarze (1) »
środa, 19 stycznia 2011

Czerwono-dywanowo to nie po mojemu. Bo z reguły czarno, czarno, czarno, biało i tak w kółko. Ale w jednym z serwisów przeczytałam, że Heidi Klum chyba jeszcze nigdy nie wyglądała tak słabo jak na czerwonym dywanie Złotych Globów 2011. I jakoś tak nie dowierzyłam. Że niby Klum? W sukni Marca Jacobsa? Tego Marca Jacobsa? Słabo? Dochodzenie. I co? I Klum wygląda kwitnąco, jest zwiewna, w elegancji świat wnosi dozę świeżości, naturalności i braku usztywnienia. Przy okazji przyjrzałam się innym złoto-globowym kreacjom. I tu niespodzianka. Całe mnóstwo sukien pod wspólnym mianownikiem: kolor. Gwiazdy sięgnęły po intensywne odcienie i wyszło im to na zdrowie. Jak dla mnie absolutnym numerem 1 jest Anne Hathaway w sukni Armani Prive. Wyglądała zjawiskowo. January Jones w czerwieni made by Versace kusiła i uwodziła niczym sexbomba z lat 50-tych. Minimalny makijaż, czerwone usta, zalotna fala na włosach i sporo, sporo odkrytego ciała. Numer 3 to Angelina Jolie. W klimacie sukni zbliżonym do panny Hathaway, acz w kolorze zieleni, z podkreśloną talią. Pięknie, jak rusałka. Choć między Bogiem a prawdą, Jolie mogłaby zarzucić na siebie worek a i tak wyglądałaby jak million dollar babe. Moją uwagę przykuły też kreacje Scarlett Johansson i Sandry Bullock. W podobnym stylu, bieliźnianej kolorystyce (choć jedna chłodna, druga ciepła). Może jestem wyczulona ale jak dla mnie to trochę przewrotność losu, że kobiety, które łączy jeden Ryan Reynolds (zwłaszcza ostatnio) więc przyjaźni nie ma między nimi na pewno,  podczas gali Złotych Globów pojawiają się w tak bardzo podobnych sukniach.

złote globy

złote globy

zdjęcia: www.harpersbazaar.com

22:41, bohovictim
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 stycznia 2011

Że niby w Polsce mamy niemodnych facetów? Szarych? Przeciętnych? Nie żebym broniła honoru facetów w wojnie płci ale oni naprawdę potrafią być kolorowi, nieprzeciętni i nieprzewidywalni. I potrafią bawić się modą. Zakładać śmieszne, ilustrowane t-shirty jak Kuba Wojewódzki. I uparcie tkwić przy conversach. W efekcie wyglądać nie jak przebieraniec ale jak młody duchem i look'iem facet. O to chodzi. Zwłaszcza w naszym dość poważnym kraju. Albo taki Szymon Majewski. Nie dość, ze wiecznie uśmiechnięty to jeszcze ubrany jak z kreskówki. Zawsze nieprzewidywalnie. Zawsze stawiając na kolor. Genialnie. W końcu może nie polsko-korzenny Rinke Rooyens ale w sumie jak polak. Awangardowy i totalnie unikatowy. O którego zabawie z modą chce się rozprawiać godzinami. Na polskiej ziemi tchnie czymś nowym, nieprzeciętnym, odważnym. Nic tylko podglądać.

wojewodzki kuba

szymon majewski

rinke rooyens

A jeśli już o modnych facetach mowa, nie może zabraknąć tych, którzy na co dzień zajmują się modą. Stylizują wizerunki, piszą, prowadzą magazyny, projektują i tworzą fantastyczne miejsca, w których serwują innym wielką modę. Sławek Blaszewski nosi na sobie cały świat, jest jak współczesny ultratrendy nomada. Robert Serek nosi się tak, że widząc go za każdym razem jakoś tak mimowolnie się przystaje. Mikołaj Komar w podejściu do mody urzeka feerią barw, żywą i intensywną. Niemal dziecięcą. Robert Kupisz jest kwintesencją światowej mody na polskiej mapie. Jest zawsze modny, zawsze nienaganny i zwracający uwagę. Fantastycznie więc, że przekracza kolejny horyzont i zabiera się za projektowanie odzieży. O związku Oliviera Janiaka z modą mówiło się od samego początku. Jego sety zawsze się wyróżniały. Po latach nic się nie zmieniło. On wciąż prezentuje modę z najwyższej półki i niech tak zostanie.

moda facet

zdjęcia: wp.pl, interia.pl, plotek.pl, moda.wieszjak.pl, pomponik.pl, fakt.pl, plotek.pl, kozaczek.pl, koktajl24.pl, plotkara.pl

cdn.

20:10, bohovictim
Link Komentarze (2) »
środa, 29 grudnia 2010

Risercz poczyniam. Wracam do tegorocznych, za moment zeszłorocznych sesji zdjęciowych, które ukazały się w fashion-magz'ach. Przyglądam się jeszcze raz i decyduję, fajne czy nie. Mam kilka smaczków. I kilka polskich nazwisk. Anja Rubik, Magda Frąckowiak, Mateusz Stankiewicz, Maciek Kobielski, Marcin Tyszka i Tomek Sadurski. Dobrze, że tych niejednokrotnie nie do wymówienia nazwisk w świecie mody pojawia się coraz więcej. To tak dla przekonanych, że nie można. Się chce, to wszystko można. Dowody powyżej i poniżej na zdjęciach.

Muse, Magda Frąckowiak w obiektywie Macieja Kobielskiego

muse magdalena frackowiak

Interview, Sasha Pivovarova fotografowana przez Craiga McDeana

interview sasha pivovarova

I-D, Behati Prinsloo i Jamie Strachan w obiektywie Kayt Jones. Prawdziwa para i prawdziwe emocje:)

i-d behati prinsloo

25 mag, Anja Rubik w obiektywie Mateusza Stankiewicza czyli total po polsku i sesja m.in. Rubik, Maryny Linchuk i Constance Jablonsky by Marcin Tyszka, z ilustracjami Tomka Sadurskiego

25 magazine, anja rubik

25 magazine tyszka sadurski rubik

W końcu sesja, która pojawiła się w Dazed&Confused z udziałem Laksmi Menon, Amandy Noorgard w obiektywie Maxa Farago.

dazed and confused kristen mac menamy

foty: fashiongonerogue.com

cdn.

00:26, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 grudnia 2010

Nie, żebym przepadała za Pharellem Williamsem albo za jego muzyką. Ale za jego domem w Miami tak. Może gdyby nie to, że jestem kidultem, uwielbiam designer toys, kolor i ilustrację (także w modzie), przeszłabym obok tych fot obojętnie. Tylko, że wygląda na to, że Williamsa jara dokładnie to samo. Co więcej, on już to wszystko ma. Ale co by nie było dzieli nas niemal dekada (wiekowa) więc wszystko jeszcze przede mną;) Najbardziej chyba zazdroszczę tej myszy w okularach przeciwsłonecznych, żakiecie i koralach Chanel. Pamiętam jak kilka lat temu podczas wojażowania po Italii znalazłam ją-je (bo stały po trzy) na wystawach butików we Florencji i Wenecji. Jak ja chciałam wrócić z jedną. Aż do momentu, kiedy na pewnym weneckim dziedzińcu odkryłam olbrzymią postać grubasa na koniu Botero. Bo potem chciałam wrócić z nim. Designerskie postacie zdominowały wszystkie tygodnie podróży. Uspokoiło się przy zakupie prezentów, bo z podróży trzeba. Nie było innej opcji. W domu pojawiło się kilka nowych bearbricków.

Pharell Williams house

pharell williams house

pharell williams house

foty: www.theselby.com

23:25, bohovictim
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 grudnia 2010

Co się dzieje? I kto mógł zadać sobie takie pytanie? I wymyślić rozwiązanie? Notabene genialne. Jakieś takie... bajkowe. Że niby spodnie idą przed modelką albo płaszcz wygląda jak z papierowej wycinanki. Słów zabrakło. Martin Maison Margiela. Czasem lepiej nie mówić.

Martin Margiela


Martin Margiela

20:18, bohovictim
Link Komentarze (1) »
sobota, 27 listopada 2010

Trafiłam ostatnio po raz pierwszy w życiu (żaden to wstyd, bo w Warszawie mieszkam od 5 miesięcy) do słynnej Promenady. Stamtąd pochodzi moje najnowsze odkrycie i nowa miłość od pierwszego wejrzenia. Tom's Company.

tom's company

"Firma Toma" powstała w 1988 roku. Założyli ją Tom Hoffmann i Arno Muller. Cel: tworzenie elementów wyposażenia wnętrz, ozdób, akcesoriów w wibrujących kolorach. Tak nasyconych, żywych i intensywnych, że nie sposób przejść obojętnie. W dodatku formy. Na przykład stolik, którego nogi mają buty z obcasami w graficzny wzór jak u Alaina Mikli albo szafka pokryta słonecznymi malunkami czy kucharz około metrowej wysokości w wykonanym z materiału fartuchu. Trudno się nie uśmiechać wpadając na kawę do domu, w którym czuć rękę Toma Hoffmanna. Może na jesienną aurę warto zwrócić uwagę na jakiś gadżet made by Tom's Company. Będzie trochę raźniej.

tom's company

zdjęcia: www.tomscompany.com

12:24, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14