RSS
czwartek, 15 listopada 2012

Jeden z najsłynniejszych domów towarowych świata w bożonarodzeniowym sezonie, który dla jednych zaczyna się na poczatku grudnia, dla innych w połowie listopada, a dla jeszcze innych tuż przed świętem zmarłych, w swoich witrynach od wczoraj pokazuje film "Electric Holidays". Jego bohaterką jest Disneyowska Minnie Mouse, która w swoich fantazjach przenosi się do Paryża. Tam  spotyka największe postaci świata mody. Fotografuje ją Steven Meisel i Mario Sorrenti, macha do niej Linda Evangelista, łaskawym okiem zerka Carine Roitfeld, czesze Guido Palau, maluje Pat McGrath, wreszcie ubiera Alber Elbaz. 

Jest bajecznie i magicznie. Jak to u Disneya, gdzie od lat wszystko się może zdarzyć. I zresztą się zdarza.

www.barneys.com

12:12, bohovictim
Link Komentarze (1) »
piątek, 05 października 2012

Dziś podczas inauguracji akademickiego roku Wyższej Szkoły Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu swój wykład na temat "What design can do" wygłosiła najsłynniejsza trend forecaster świata, Li Edelkoort. Poławiaczka trendów jak zwykło się ją nazywać, od ponad 30 lat zajmuje się mówieniem o tym, jaka będzie moda i design, na co ludzie zwrócą uwagę, co będze dla nich ważne, jak będzie wyglądał świat. Tej pierwszej już dawno przepowiedziała przyszłość prostą, czystą i minimalistyczną.

Prosta, czysta i minimalistyczna jest więc kolekcja Maison Martin Margiela na sezon wiosna-lato 2013. Dominują w niej subtelne beże, błękity, biel, szarość i czerń. Do bólu ascetyczne są suknie, sukienki, tuniki i spodnie. Wszystko w nich jest jak od linijki. Minimalistyczne ubrania tak w duchu sportowym jak i oficjalnym zaopatrzone są w kieszenie. Co jeszcze? Jak zwykle genialne Margielowskie czółenka. Akcesoria ograniczone do minimum (kopertówki, oprawki okularów). Fryzury "potargane przez wiatr". Ledwo widoczne makijaże. I wreszcie polski akcent na wybiegu w postaci modelki Magdy Jasek. Rudowłosą piękność nota bene możecie zobaczyć w wersji blond w najnowszej kampanii Bohoboco. Doskonała.

 

Maison Martin Margiela

zdjęcia: Vogue.com

12:19, bohovictim
Link Komentarze (1) »
sobota, 18 sierpnia 2012

To i tak trafiłby do showbiznesu. Upomniałby się o niego bowiem świat mody. Daję głowę, że nie przepuściłby tak charakterystycznemu modelowi. Nawet jeśli nie dość wysokiemu. Kate Moss też się przecież udało.

Dafoe nie przepuściła ostatnio Miuccia Prada. Włoska projektantka słynie z niepodlegającego dyskusji talentu, niezawodnego nosa do tego co, jak i kiedy zaprojektować oraz intuicji, kto powinien jej kolekcje pokazywać. Męskie propozycje na sezon jesień-zima 2012/13 pokazują więc m.in. wspomniany Dafoe, Gary Oldman, Adrien Brody oraz Tim Roth i Jamie Bell. Efekt? Wyjątkowy pokaz (genialne płaszcze z szerokimi futrzanymi kołnierzami, bajeczne buty, dopasowane do ciała koszule) można oglądać, oglądać i oglądać. Podobnie jak zdjęcia z najnowszej kampanii i krótki film z backstage'u pokazujący jak było za kulisami zapewne najgłośniejszej kolekcji męskiej na nadchodzący sezon.

źródło: Prada.com


12:21, bohovictim
Link Komentarze (3) »
sobota, 21 lipca 2012

Ludzie potrafią żyć poza czasem. Jakby jego upływ ich nie dotyczył. Nie toczą z nim walki. Nie wyrywają każdego dnia i nie próbują za wszelką cenę zatrzymać młodości. Nie poddają się funkcjonującemu przekonaniu, że tylko co młode jest piękne. Co dojrzałe jest jeszcze piękniejsze.

Evana McGregora wielbię za to jakie role wybiera, jak wygląda, jaką jest osobą. I jeszcze za motocyklową podróż, książkę oraz mówienie bez bicia, że sam siebie lubi. Z tych wszystkich powodów jest jednym z najbardziej pożądanych facetów na ziemi, ale przyznam szczerze, że kiedy w "Debiutantach" postawiono go obok 83-letniego Christophera Plummera, to oglądanie tego drugiego sprawiało mi prawdziwą frajdę.

Dojrzałość ma w sobie coś fascynującego. Spojrzeć wystarczy na Urszulę Dudziak. Jak kilka miesięcy temu wyznała w Exklusivie "Czekałam 68 lat, żeby tak dobrze wyglądać". Spojrzeć wystarczy też na Keitha Richardsa, legendarnego gitarzystę The Rolling Stones. Zwłaszcza w najnowszym Vogue'u. Genialna sesja autorstwa Bruce'a Webbera przenosi nas w klimat rajskich wysp Turks i Caicos niedaleko Haiti. On i Patti Hansen w otoczeniu jego dzieci, ich dzieci i wnuków. Metryka nie istnieje. Nie dam sobie wmówić.

Vogue.com

www.vogue.com

10:30, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 lipca 2012

"Just as man lives and grows old, so too does fabric live and age. When fabric is left to age for a year or two, it naturally contracts, and at this point it reveals its charm. The threads have a life of their own; they pass through the seasons and mature. It is only through this process that the true appeal of the fabric is revealed" Y. Yamamoto (2010)

00:00, bohovictim
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 lipca 2012

23 lata temu niemiecki reżyser Wim Wenders (twórca takich filmowych smaczków jak "Pina" czy "Buena Vista Social Club") nakręcił film "Notebook on Cities and Clothes". Zabrał się do niego bez przekonania. Moda nie wydawała mu się bowiem na tyle istotna, by tworzyć o niej filmowy dokument. Aż do momentu, w którym poznał bohatera swojej historii. Yohji Yamamoto sprawił, że Wenders zmienił swój sposób patrzenia na tę dziedzinę sztuki.

Efekty niezwykłej współpracy zobaczyłam w Muzeum Designu w Holon. Poza nimi zaś ponad 80 genialnych outfitów projektanta. Naprawdę genialnych. I w genialny sposób zaprezentowanych. Zresztą, patrzcie sami. Część pierwsza, voila:)

i film do zobaczenia tutaj

17:54, bohovictim
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 lipca 2012

Moja przyjaciółka Pati powiedziałaby, że "Tel Aviv daje radę". W rzeczy samej. Na wielu płaszczyznach. Zaspokaja potrzeby fanów biernego i aktywnego wypoczynku (równie dobrze leży się tu plackiem na plaży, zażywa kąpieli, czasem z odrobiną adrenaliny spowodowaną obecnością meduz, biega promenadą, jeździ na rowerze, spaceruje itd), nocnego życia (klubów wysokich lotów tu pod dostatkiem), owocowych soków, lodów i humusu, wreszcie dobrego designu (tutejsza atchitektura naprawdę robi wrażenie, a z Centrum Bauhausu w sercu miasta wyjść niełatwo) i mody.

Z tą ostatnią w najbardziej kosmopolitycznym mieście Bliskiego Wschodu naprawdę nie ma żartów. Rozwija się na całego. W butikach izraelskich projektantów ciuchy i biżuteria zachwycają. Odważne są ich kolory. Często neonowe, rzucające się w oczy. Nieszablonowe są ich formy. Dlatego tak trudbo oderwać od nich wzrok. Dowodem numer 1 niech będzie biżuteria izraelskiej projektantki Liat Ginzburg. Dla jej fantazji nie ma granic. W projektach Ginzburg jest bowiem tylko miejsce na najbardziej nieprzewidywalne rozwiązania. Te zaś jak powiedziałaby Pati "dają radę". I to jak.


zdjęcia: archiwum własne, www.liantginzburg.com

22:36, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2012

Gdybym miała swój brand z ciuchami dla facetów marzyłabym, żeby właśnie on został jego twarzą. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby moje projekty konkurowały z jego zapamiętywalną/ oryginalną/ niepowtarzalną urodą. Absolutnie nic. W Lacoste też nie mieli. Efekt jest taki, że po obejrzeniu serii miniwypowiedzi Brody'ego nie jestem w stanie powiedzieć co miał na sobie. Za to mogę go zacytować. Dawno nie byłam tak ciekawa jakieś kolekcji. I fajnie mi się zrobiło na samą myśl, że nowy "krokodylek" miałby wpaść do mojej szafy. Skoro w kampanii "Unconventional Chic" nosi go Brody;)

www. lacoste.com


 

 

16:28, bohovictim
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Nieczęsto czegokolwiek komukolwiek zazdroszczę. Jako urodzonej gadżeciarze, lubującej się w szczególności w nowościach kosmetycznych, technologicznych, modowych (i jeszcze zabawkowych), w tempie ekspresowym te wpadają przecież do rąk. Mam więc pewien komfort. Chociaż nie zawsze.

Kosmetyków jestem fanką. Zwłaszcza takich, które najpierw łapią mój wzrok, potem nie pozwalają go od siebie oderwać, wreszcie zaprzątają myśli, w końcu przekonują, że przecież skoro lubię fajne i nietuzinkowe rzeczy, to powinnam je mieć. Do tej pory w taki sposób działał na mnie Benefit. Te wszystkie "przyborniki księżniczek", perfumy w kształcie shakerów, pomadki a la kropla krwi, czterokolorowe róże do policzków i sety do zrobienia smoky eyes'ów naprawdę uzależniły mnie od siebie.

Tymczasem niedawno na stoliku w pokoju mojej współlokatorki i przyjaciółki Małgorzaty S. pojawił się pewien karton. Jak się okazało z kosmetykami. W środku były słoiczki i buteleczki opatrzone "metką" Lush. Opakowania przesiąknięte gadżeciarstwem zdobyły moje serce od razu. Potem było już tylko gorzej. Genialne i naprawdę unikatowe zapachy zaczęły unosić się po całym domu. Poza ich fantastyczną (i niesłabnącą) wonią poczułam coś jeszcze. Mowa o ukłuciu zazdrości. Gosia ma, a ja nie. Trzydziestka na liczniku stuknęła jakiś czas temu, a poczułam się jak parenaście lat temu, kiedy z zazdrością spoglądałam na szarą sportową bluzę Adidasa, którą koleżanka z klasy miała zanim ta zdążyła wylądować na mojej półce (w sumie to nigdy nie wylądowała). Patrzę więc sobie na te zabawne słoiczki i buteleczki. I tylko czasem zdarza mi się niechcący odkręcić wieczko i spróbować.

lushlushlushlushlush


00:59, bohovictim
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 grudnia 2011

Na Toma Forda zawsze patrzyłam z zachwytem. Ujmujący, uśmiechnięty, zawsze nienagannie wyglądający. Naprawdę był/jest piękny. Sam mógłby być modelem i sprzedałby każdą rzecz, którą miałby na sobie. Utalentowany. Pamiętam jego pierwszą kolekcję pod skrzydłami Gucci. Potem kolejne. Niesamowicie seksowne bluzki i sukienki, maxi dekolty, spódniczki z długimi rozporkami, aksamity, satyny, piórka, futra, wielkie złote ozdoby... Wreszcie kolekcję, którą stworzył kiedy stanął na czele domu mody Yves Saint Laurent. Z aksamitnymi żakietami i satynowymi kokardami, delikatnymi, zwiewnymi spódnicami w ostrych kolorach i butami z przejrzystymi, masywnymi obcasami. Nigdy ich zapomnę. Intrygujący kiedy mówi, że nie jest artystą. I prawdziwy kiedy wyznaje, że wszystko co chce o sobie powiedzieć mówi w "Samotnym mężczyźnie", całą resztę pozwalając każdemu dopisać samemu.

Z tych powodów bardzo chciałam o nim napisać (w drugim numerze Dilemmasa, który współtworzyłam). Rok temu moja wiedza o Fordzie była jednak uboższa o genialny dokument o projektancie, który obejrzałam dzisiaj. Polecam. Tak, żeby zobaczyć jaką jest osobą. Żeby z ust faceta, który wie co mówi, usłyszeć szczere wyznanie o tym jak ważne jest tworzenie mody, która jest odzwierciedleniem autora, stanowi jego I-D, jest nim. Jak ważne jest spojrzenie wgłąb samego siebie, zadanie sobie pytania "kim jestem?" i "co chcę robić?" i podążanie tą ścieżką. Jak z pełnym przekonaniem można powiedzieć "Mógłbym umrzeć jutro. Bo czuję, że żyję. Że miałem piękne życie. Doświadczałem wszystkiego". Nie ma wątpliwości co do intensywności życia Forda, życia na całego, pasji w tworzeniu niezliczonych pięknych światów i podejścia do mody nie tylko poprzez pryzmat ciuchów. Dobrze, że jest. Spełniony, prawdziwy i nie sposób nie przyznać, że coraz lepiej wyglądający;)

A za wyjątkowy film (do zobaczenia tutaj) dziękuję Ci Anette. Że chciało Ci się nim ze mną podzielić. Sporo bym straciła, gdybym go nie zobaczyła.

 

13:56, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14