RSS
piątek, 04 października 2013

Bajkowe i komiksowe postaci coraz częściej pojawiają się w modzie. Do niedawna tak istotne twarze modelek są celowe zasłaniane. Odwraca się od nich naszą uwagę. Nie tylko zresztą się je zasłania, ale też zakłada się na nie maski. „Ingeruje się także w sylwetki. Dodaje się im kilogramów tu i ówdzie. Tworzy się... kreatury.

ARRRGH! Monsters in Fashion to wyjątkowa wystawa. Po raz pierwszy pokazana została w Atenach (w 2011 roku), potem w Paryżu (wiosną tego roku). Od 19 paździerika przez trzy miesiące będzie można zobaczyć ją w Centraal Museum w Utrechcie. Zabawne potwory zaprezentują ponad 70 kreacji (pokazywanych na światowych wybiegach) takich projektantów jak Rick Owens, Issey Miyake, Walter van Beirendonck, Martin Margiela, Bernhard Willhelm, Viktor & Rolf, Bas Kosters i Bart Hess, oraz Charlie Le Mindu.

Słowem, kierunek: Utrecht!


Cartoon and comic characters are becoming more and more frequent in current fashion design. It happens that models faces are intentionally covered. This way our attention is distracted from them. It happens that designers not only cover but also mask their faces. They also „interfere” into silhouettes. Add some kilos here and there. Create monsters.

ARRRGH! Monsters in Fashion is the unique fashion exhibition. The first time it was shown in Athens (in 2011), then in Paris (this Spring). From 19th October for three months it will be possible to see it in Centraal Museum in Utrecht. Funny creatures will present more than 70 outfits (presented on the international catwalks) of designers e.g. Rick Owens, Issey Miyake, Walter van Beirendonck, Martin Margiela, Bernhard Willhelm, Viktor & Rolf, Bas Kosters, Bart Hess and Charlie Le Mindu.

In brief, direction: Utrecht!




01:53, bohovictim
Link Komentarze (2) »
środa, 02 października 2013

Henry'ego Hollanda wielbię i hołubię za mistrzowskie ocieranie się o kicz. Za t-shirty z olbrzymimi nadrukami, które tworzył już na poczatku swojej kariery. Za ogromne groszki, które pojawiają się w jego kolekcjach u boku trójkątów i kwadratów, i zamiast gryźć po oczach, można się na nie gapić godzinami. Za szalone formy. Za mistrzowskie miksowanie kolorów.

W kolekcji Resort Spring/ Summer 2014 za cekiny i za gwiezdny pył. Za szalone bufki i falbany. Za spódnice, spodnie i sukienki w wersji do kolan i dłuższej. I za bajeczne łączenie bajecznych elementów garderoby z nie mniej bajecznymi butami.


I adore and cherish Henry Holland for masterful rubbing against the kitsch. For t-shirts with giant prints, which he created as early as in the beginning of his career. For huge dots, which appear in his collections next to triangles and squares, and instead of causing dizziness, you can stare at them for hours. For crazy forms. For masterful mixing colors.

In Resort Spring/ Summer 2014 collection, for sequins and stardust. For oversize arms and ruffles. For skirts, pants and dresses from mid length to maxi length. For fabulous blending fabulous clothes with not less fabulous shoes.


 www.houseofholland.co.uk


16:58, bohovictim
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 października 2013

W świecie brytyjskiego fotografa, absolwenta ilustracji na Central Saint Martins, reżysera muzycznych klipów, miłośnika Lyncha, Felliniego i Hitchcocka, prywatnie byłego męża Kristen MacMenamy, wszystko jest do bólu perfekcyjne. Kobiety mają dopieszczone fryzury i makijaże. Ubrane są w ciuchy najlepszych i najbardziej glamour projektantów mody. Noszą biżuterię z najdroższych jubilerskich salonów. Osadzone są często w latach 50., czasach amerykańskiej prosperity i udowadniania całemu światu za wszelką cenę, że na naszym podwórku wszystko super. Są majętne i tylko jakieś takie... przygaszone. Przesycone dobrobytem i konsumpcyjnym stylem życia. Fizycznie ciągle w swojej bajce, myślami gdzieś daleko. Nieobecne. Być może sekret tkwi w słowach fotografa wyznającego Dla mnie najlepsze momenty w Hollywood to zbliżenia na twarz kobiety, która właśnie uświadomiła sobie, że cały jej świat był nie taki jak powinien.

Przez kilkanaście lat swojej kariery Aldridge'owi udało się stworzyć szczególnie wyjątkową relację z Francą Sozzani z włoskiego Vogue'a. Oboje mają w zwyczaju spotykać się ze sobą raz na pół roku w paryskim hotelu Ritz, podczas pokazów pret-a-porter. Prowadzą wówczas kreatywne debaty na temat kolejnych edytoriali w magazynie.

 

 

 

In the world of British photographer, illustration at Central Saint Martins graduate, music videos director, amateur of Lynch, Fellini and Hitchcock, privately ex-husband of Kristen MacMenamy, everything is ruthlessly perfect. Women have ideal hair and make ups. They are dressed in the best fashion designers‘ clothes. Wear the jewellery from  the most expensive brands. They are often put in the 50s., time of American prosperity and proving the whole world, at any price, that everything is just absolutely fine with us. The are wealthy but seem not to enjoy it. Glutted with welfare and consumptive way of life. Physically still in that fake fairy tale, but in fact miles away. Maybe the secret of it is in the photographer’s words To me the great moments in Hollywood, are close-ups of a woman’s face, thinking, and she’s just realized that her whole world was wrong.

 

During all the years of Aldridge career, he managed to create a very unique relationship with Franca Sozzani from Italian Vogue. They both have a tradition of holding biannual meetings at the Ritz Paris during the Pret-a-Porter shows. They lead then creative discussions about next editorials in the magazine.




Wystawę I only want you to love me ze zdjęciami Milesa Aldridge'a można było zobaczyć do 29 września w londyńskim Somerset House.

The exhibition I only want to make you love me with Miles Aldridge photos could have been seen until 29th September in London Somerset House.


01:25, bohovictim
Link Komentarze (1) »