RSS
wtorek, 25 października 2011

O Wearso dowiedziałam się jakoś tak przypadkiem. Choć czy są przypadki? Ponoć nie. Sama chyba też w nie wierzę. Wolę sobie myśleć, że wszystko jest po coś. I że wszystko dostajemy w swoim czasie. I też, że czasem dostajemy nie to, czego chcemy, ale to co musimy dostać jak mówi Mick Jagger. Pozbawiając więc swoje ostatnie odkrycie przypadkowości i nadając mu znaczenie, wpadłam do pewnej piwnicy przy Mokotowskiej 60. Wiedziałam, że "będzie tam taka fajna Ola, super szmatki i piękne buty brazylijki Chie Mihary". Rewelacyjna była piwnica. Dużo bym za taką dała. Biała, minimalistyczna, z niesamowitym klimatem, fantastycznym białym biurkiem i palącą się świecą. Ten obrazek był pierwszy. Zaraz potem zza białej zasłony wyszła owa fajna Ola w genialnych okularach i tunice swojego projektu, którą jak się okazało można nosić na kilka sposobów, o czym poinformowała mnie właścicielka, reagując na moje "ochy" i "achy". Tym ostatnim nie było końca bo połączenie miejsca, osobowości właścicielki, fantastycznych, minimalistycznych i przede wszystkich powstałych z jakichś powodów elementów garderoby, i wreszcie fantazyjnych butów Mihary zrobiło na mnie kolosalne wrażenie. Cieszę się, że za Wearso stoi ideologia. Filozofia. Prawdziwa osoba, która czaruje już przy pierwszym spotkaniu. Cieszę się, że jest ta piwnica. Bo ja do niej będę zaglądać. I dalej ekscytować się okraszonymi historyjkami ciuszkami. A potem opowiadać o nich innym.

WearsoWearsoWearsoWearsoWearsoWearso

www.wearso.com

20:18, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2011

Jakoś tak w ostatnim czasie wolę popatrzeć na filmy modowe, niż śledzić w magazynach (papierowych czy internetowych) kampanie zdjęciowe. Możliwe, że to tak na fali filmu reklamującego brand Louis Vuitton z Angeliną w roli głównej albo Miu Miu, o którym już pisałam. Chyba, że chodzi o kilkuminutowy film o Scottcie Schumanie (mocno polecam). Może. W każdym razie wzrok zatrzymał mi się właśnie na filmie prezentującym najnowszą kolekcję Nicolasa Ghesquiere'a dla Balenciagi. Powodów jest kilka. Pierwszy to kolekcja. Ta robi wrażenie. Projektant zrezygnował z charakterystycznych dla siebie obcisłych fasonów z adnotacją "tylko dla wieszaków". W zamian za to w kolekcji Resort 2012 pojawiają się warstwy, niemal nadmuchane rękawy oraz rozkloszowane, szerokie spódnice. Intrygują też buty, na niezbyt wysokim, a jednak bardzo fantazyjnym obcasie. Drugi powód to fajny pomysł na "film o kolekcji". Czego jednak się spodziewać, jeśli wpada na niego ikona światowej fotografii zwana Stevenem Meiselem? Trzeci? Pastelowe, bardzo przyjazne dla oka pomieszczenia, po których przechadzają się modelki. Wreszcie ostatni. Jamie Bochert. Ulubienica Marca Jacobsa. W tym filmie nie można oderwać od niej oczu. Najzwyczajniej w swiecie. Więc nie odrywam i oglądam film po raz kolejny...

00:42, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 października 2011

Nazywało się go Thomasem Edisonem naszych czasów. Wizjonerem, który widział inaczej. Buntownikiem. Szaleńcem, bo wierzył, że jest w stanie zmienić świat.  I geniuszem, bo go zmienił.

Nie jestem jakoś szczególnie lotna technicznie. Nigdy nie interesowałam się nad wyraz komputerami, laptopami i telefonami. Aż do dnia, w którym po raz pierwszy zobaczyłam logo nadgryzionego jabłka. Pamiętam, jak chciałam wtedy wiedzieć kto stoi za tak niekomputerowym i humorystycznym znakiem charakterystycznym sprzętu technologicznego. Jak chciałam mieć cokolwiek "z jabłkiem" już, natychmiast. Bo posiadanie owego czegokolwiek (najpierw ipoda), pozwoliło mi wyzbyć się przedmiotowego traktowania sprzętu. Laptop przestał być tylko laptopem, telefon telefonem. Zawiązała się więź na dobre i złe. Nigdy by jej nie było, gdyby nie wyjątkowa osoba Steve'a Jobsa.  Kto by pomyślał, że w głowie tego faceta w okularach, zwykłym czarnym golfie, dżinsach i adidasach będą tkwiły takie pomysły? Że swoimi wystąpieniami będzie pozostawiał obecnych w bezdechu? Świat w bezdechu. Jobs był fenomenem, który sprawiał, że najwięksi komputerowi ignoranci (w tym też ja) zaczęli interesować się nowymi technologiami. Zaczęli postrzegać sprzęty nieprzedmiotowo. Ja w "moich jabłkach" widzę duszę. I zawsze będę też widzieć uśmiechniętego Steve'a. Niebywale mądrego zawodowo, ale też niebywale mądrego życiowo. Czującego, kierującego się głosem serca i intuicją, doceniającego każdy dzień, dostrzegającego we wszystkim sens. Mówiącego "Kiedy miałem 23 lata byłem wart ponad milion dolarów, ponad 10 milionów dolarów gdy miałem 24 lata, a kiedy miałem 25 lat było to już ponad 100 milionów dolarów. Ale to się nie liczyło, ponieważ nigdy nie robiłem tego dla pieniędzy", "Wyrzucenie z Apple to było trudne do przełknięcia lekarstwo, ale chyba pacjent go potrzebował. Czasami życie uderzy cię cegłą w głowę. Nie trać wiary. Jestem przekonany, że jedyną rzeczą, która dawała mi siłę, by iść ciągle naprzód, było to, że kocham to, co robię" i wreszcie "Wasz czas jest ograniczony, więc nie marnujcie go, żyjąc cudzym życiem. Nie wpadajcie w pułapkę dogmatów, żyjąc poglądami innych ludzi. Nie pozwólcie, żeby hałas cudzych opinii zagłuszył wasz własny wewnętrzny głos. I najważniejsze – miejcie odwagę kierować się sercem i intuicją".

Drugiego Steve'a nie będzie. Ale pięknie było żyć w czasach, kiedy ten charyzmatyczny marzyciel działał i tworzył...

Steve Jobs

 

Więcej na www.time.com

01:09, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 października 2011

Bez kogo nie wyobrażam sobie mody? Ktoś mnie o to ostatnio zapytał. Trochę się zastanawiałam. A potem zdecydowałam, że trudno byłoby mi wyobrazić ją sobie bez Patricii Field. Nie wiem jaki byłby „Sex w wielkim mieście“. Czy poruszane dylematy pociągnęłyby go? Czy raczej stałby się jednym z kolejnych seriali, znikających po czasie w masie podobieństw i opierania się na jednym schemacie? Może to drugie. Na szczęście nie trzeba było się o tym przekonywać, bo kiedy zapadła decyzja o nakręceniu serialu o czterech nowojorskich przyjaciółkach, i zastanawiano się, kto zajmie się kostiumami, Sarah Jessica Parker wpadła na pomysł, że mogłaby to zrobić Field, którą niedawno poznała. Ta zrobiła z niej fashionistkę, która stała się wzorem dla tysięcy kobiet na całym świecie. Pokazała, że spódnica tutu, połączona ze zwykłym, białym topem i zapierającymi dech w piersich szpilkami, genialnie sprawdzi się na ulicy. A to był dopiero początek. Stylizacje Field tak bardzo zapadły w pamięć, że doskonale pamięta się je szczegół po szczególe po wielu latach. Ten fakt jest dla mnie dowodem geniuszu nowojorskiej stylistki.

Dobrze jest przekonywać się, że osoby, które podziwia się, wertując strony magazynów i oglądając tv, dają także radę na żywo. Patricia Field daje, co udowodniła podczas wczorajszej konferencji w Galerii Mokotów. Stylistka pokazała jak niezwykłą jest osobą. Z pewnością siebie mówiła o tym, że styl to nie budżety rzędu kilkuset tysięcy dolarów przeznaczane na garderobę. Że ma na niego wpływ nasz umysł, nasze pojmowanie go, podejście do niego, to co mamy w środku. Z uśmiechem na twarzy rzucała teorie, że z pieniędzmi to jest tak, że dobrze, kiedy człowiek ma ich dokładnie tyle, ile ich potrzebuje. Rudowłosa Field mówiła o czuciu mody. A jak czuciu to i pasji. Słuchało się tego z przyjemnością i głodem wiedzy przekazywanej od kogoś, kto doskonale wie co mówi, i robi to fajnie zachrypniętym głosem. Kogoś, kto wyznaje, że ikoną mody jest dla niego Kleopatra, bo o jej stylu mówi się od tysięcy lat. Wreszcie kogoś, kto jest osobowością, poprzez to jaką jest całością. A Field jest genialną. Błyskotliwą, czującą, z inteligentnym żartem. Warto było być.

Patricia FieldPatricia field

zdjęcia: theblayreport.com, zeberka.com 

15:38, bohovictim
Link Komentarze (1) »