RSS
środa, 10 sierpnia 2011

Nie mogłam przejść obojętnie. Miu Miu do tej pory kojarzyło mi się zupełnie z czymś innym. Trochę z "Alicją w Krainie Czarów", z taką kobietką, która jedną nogą jest już w tej swojej dorosłości, ale drugą cały czas w dzieciństwie. Z ptaszkami, cekinami, świecącymi kryształkami... I w zasadzie ciągle tak jest. W kolekcji na jesień-zimę 2011/12 wszystko to jest (buty jeszcze bardziej lśnią niż zwykle). No i Hailee Steinfeld jako twarz Miu Miu (moim zdaniem strzał w dziesiątkę). Ale poza tym wszystkim jest jeszcze ponad sześciominutowy film o kolekcji argentyńskiej reżyserki Lucrecii Martel. Drugi z cyklu "Women's Tales". Tak jak pierwszy obraz amerykanki Zoe Cassavetes był po prostu ładnym przedstawieniem kolekcji Miu Miu, tak drugi wywołał emocje i przeraził. Co jednak dziwne w swoim przerażeniu zachwycił.

Akcja rozgrywa się na statku. Na jego pokładzie pojawiają się modelki, poruszają się jak insekty (mnie to przypomina "Krąg"). Ich twarze są zasłonięte. W pewnym momencie zaczynają się przemieniać... Nie ma słów, jest muzyka i dźwięk szczypców. Jak mówi Martel "MUTA znaczy milczenie i tranformacja. Jest osobistą refleksją na temat zmieniającej się siły kobiecości w sercu obsesji Miu Miu". Ciemna i eksperymentalna. W "I-D" napisali "być może znacząca kolejny krok w filmie modowym, wypełniając szczelinę między filmem o kolekcji, a głębszą narracją". Być może. 


źródło: www.youtube.com/watch?v=e68SCYJAxec

14:07, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 sierpnia 2011

Rei Kawakubo jest wizjonerką. Jej moda jest wizjonerska. Zapachy są wizjonerskie (kto by przypuszczał, że "Odour" może tak pachnieć?). Miejsca, które tworzy też są wizjonerskie. Wywierają takie emocje, że wchodzi się do nich, albo przygląda się im z zewnątrz i wydaje mniej lub bardziej głośne (raczej to drugie) "wow". Jedno z tych miejsc znajduje się w światowej stolicy awangardy. Dover Street Market to jak pisze "Industrie": "destynacja numer 1 dla wszystkich z branży, którzy przybywają do Londynu".

Opinia staje się logiczna po dotarciu na Dover Street 17. W bajecznym czteropiętrowym budynku znajduje się odzież, obuwie, akcesoria, zapachy kilkudziestu najbardziej topowych marek na świecie. Obok Comme des Garcons można więc znaleźć Ann Demeulemeester, Ricka Owensa, Alexandra Wanga czy Mary Katrantzou. Skąd pomysł? Jak mówi twórczyni: "Chciałam stworzyć taki rodzaj rynku, na którym różni projektanci spotykają się w fajnej, przyjaznej atmosferze pięknego chaosu, zmiksowanego i wychodzącego z różnorodnych typów dusz, z których każdy dzieli silną, osobistą wizję. Mam nadzieję, że Dover Street Market będzie stawał się coraz bardziej interesujący. Cieszę się widząc klientów pojawiających się w sklepie ubranych w silny, atrakcyjny i indywidualny sposób. Chciałabym, aby DSM był miejscem, w którym moda staje się fascynująca".

We mnie Kawakubo z pewnością nie dojrzała "klienta ubranego w silny sposób", za to mogła dojrzeć neoromantyka z rozwianym włosem, robiącym wielkie i długie "wow", nie chcącego wychodzić. Bez reszty pochłoniętego automatem z koszulkami za 25 funciaków...


zdjęcia: www.highsnobiety.com , www.dsm.com

23:26, bohovictim
Link Dodaj komentarz »