RSS
czwartek, 29 lipca 2010

Pamiętam, że odkąd dostałam "indyjską schizomanię" fascynowali mnie sikhowie i sadhu. Obserwowanie ich w Indiach dostarczało fenomenalnych emocji. Podróżowanie z nimi pociągami, rikszami, podglądanie ich... to było coś. Ta słynna indyjska magia. Owa magia trafiła kilka lat temu ( i już została) na nowojorski Fashion Week. Nazywa się Waris Ahluwalia. Czaruje w pierwszym rzędzie.

waris ahluwalia

Ahluwalia jest totalnie nietuzinkowy. Szybko zapada w pamięć. Jak ktoś pyta "kto to, ten w turbanie?", to chodzi o niego. Pojawia się w najbardziej znanych magazynach modowych: Vogue, L'Officiel, Harper's Bazaar, InStyle itd. On i jego biżuteria obrandowana House of Waris. A zatem...

Waris Ahluwalia urodził się w Amritsarze. Tak, tak, tym od Złotej Świątyni. Mieszkał tam niedługo bo jego ojciec ponoć całe życie marzył o Ameryce. Musiał mocno chcieć bo 5 lat później marzenie się zmaterializowało. Nowym domem Ahluwaliów został Nowy Jork. Waris szybko zaadaptował się do nowych warunków. Długo zaś szukał swojej drogi. Miał być lekarzem, ale nie potrafił spełnić się w medycynie. Prawnikiem, ale czuł, że nie tędy droga, Wydawcą magazynu, ale też szybko zrezygnował. Wiedział jedno. Że nie chce pracować dla kogoś. I że ma być artystycznie.  Wkręcił się w nowojorską bohemę i uznał, że skoro artystycznie, to trzeba coś zaprojektować. Na przykład biżuterię. Na początek, dla bajeru kilka pierścieni. Ozdobiwszy swoje palce , Waris wybrał się do LA, gdzie zwrócono na nie uwagę i wyrażono zachwyt. Co więcej zamówiono kilka modeli pierścieni a potem wyprzedano. Machina ruszyła. Ahluwalia przestał być hinduskim Mr. No Name. Narodził się House of Waris. Do LA najwidoczniej musiał dotrzeć, bo jak się okazało na biżuterii się nie skończyło. Ahluwalia dostał angaż w filmie. Jeśli oznaką statusu aktorskiego jest towarzystwo to dobrze mu idzie. Spike Lee, Bill Murray, Adrien Brody, William Dafoe. Czego chciec więcej? Szczęśliwy sikh dla indyjskich sikhów stał się wzorem. Dzieli się z nimi swoim życiowym doświadczeniem. Idealistycznie, może trywialnie. Ale jeśli to on podpisuje się pod hasłem "Podążaj za głosem serca. Bo jeśli nie podejmiesz ryzyka, nic się nie wydarzy" to właściwie czemu mu nie wierzyć? Ja tam wierzę i wiem, że facet rzecze prawdę.

waris ahluwalia

zdjęcia: www.nymag.com

22:58, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 lipca 2010

Miuccia Prada jest jedną z tych, o których nie mówi się już projektant/ projektantka. Nazywa się ich za to instytucjami. Bo jak ktoś chwyta się w życiu tylu projektów staje się marką samą w sobie. W dodatku kiedy sukces goni sukces.

miu miumiu miu

zdjęcia: www.style.com

Miuccia Prada&Patrizio Bertelli. Na pytanie jaki duet babsko-męski rządzi modą, z pewnością każdy wskazałby właśnie ten. Nic dziwnego. Lata razem, wspólna wizja, razem w interesach, razem w życiu pod pachę. Po każdym pokazie uśmiechnięta Włoszka w rozpuszczonych włosach pojawia się na moment na wybiegu, macha ręką i ogłasza "w tył zwrot". Genialna. To ona dyktuje (właściwie dyktuje? Ją się po prostu chce) pewnym siebie, kreatywnym kobietom co na siebie założyć, opatrując to metką Prada. Młodsze wielbicielki talentu Włoszki noszą Miu Miu, o której zawsze jest głośno. Ostatnio za sprawą kryształków, ptasich motywów, transparentnych sandałków. O kolekcji jesień- zima 2010/11 już za moment zacznie być głośno. Jak tylko magazyny modowe zaczną tworzyć jesienne trendy. Zresztą o pewnej sukience z ultra-słodkimi kieszonkami, kokardkami i kwiatkami już jest głośno bo na okładce Vogue'a (brytyjczyka) pojawiła się w niej Freja Beha, z W w tej samej sukience spoglada Eva Mendes. Tymczasem Miuccia pokazała kolekcję Resort, w której już zdążyła zakochać się Anna Dello Rosso. Obfituje we wzorki. Dziewczęce. Jest sporo biżuterii. Rzędy bransoletek sięgają niemal łokcia. Kolczyki i apaszki pokryte są motywami sercowo- jabłkowymi. Są prążki, groszki i zaznaczona talia. Nawet kostium podany został ze zdobnikami. Nie byle jakimi. No słowem, trzeba zobaczyć. Zakochać się jak Anna i wykorzystać jako inspirację:) Do zobaczenia tutaj.

16:21, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 lipca 2010

Londyn nazywa ją mixem mody i altruizmu. Nie wierzycie? No pewnie nie, bo w świecie mody podobno niewiele jest postaw, które warto naśladować. Ale bez demonizowania. Szukam ich, znalazłam Ją. W Wielkiej Brytanii na nią czekali. Bo Lulu Kennedy pozwala spełniać marzenia młodych i zdolnych wyspiarzy.

Na czele Fashion East stoi od ośmiu lat. Dokładnie tyle trwa wprowadzanie na londyńską modową scenę młodości i witalności w wykonaniu Lulu. Prowadzi tzw. non-profit organisation, która to każdego sezonu "lansuje" trójkę nieznanych projektantów i pokazuje ich światu, poprzez szansę uczestnictwa w londyńskim Fashion Week'u. Chyba można zaryzykować stwierdzenie, że nie byłoby sukcesu Jonathana Saundersa, Garetha Pugh, Richarda Nicoll, Roksany Ilinic czy Mariosa Schwab bez Lulu. Bo wszyscy wywodzą się z jej stajni. Są "końmi" na których Lulu postawiła, często biorąc na siebie ogromne ryzyko. We wrześniu będzie kolejna trójka. Co ją czeka? "Przewodnik" w postaci Lulu, który poprowadzi ją przez arkana świata mody, pokazując jak wygląda ten prawdziwy świat, do którego aspiruje oraz bezcenne porady typu: "po co pokazywać 20 fajnych strojów, jeśli można pokazać 10 zabójczych?". 
 

Już za 2 miesiące po raz kolejny Lulu przekona świat, że jej nos zwany instynkt znowu się nie pomylił. 

lulu kennedylulu kennedy

zdjęcia: www.vogue.co.uk, www.ponystep.com
17:27, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 lipca 2010

Marc Jacobs jest moim fashionowym guru. Za cokolwiek się nie zabiera, zamienia to w złoto. Zakrętów w jego życiu było sporo ale jeśli ktoś ma świadomość czemu pewne rzeczy się robi, czemu warto walczyć, czemu nawet jeśli wszystko się wali trzeba wstać i ruszyć do przodu, to się udaje. Życie się udaje. Bo możliwość robienia tego co się kocha, możliwość spełniania marzeń jest "udającym się" życiem. Konrad Parol też spełnia swoje marzenia. Mówi o sobie "chcę pozostać dzieckiem". I dodaje, że chce robić co kocha, że nie wyobraża sobie siebie bez pasji, że jest szczęściarzem i że ma farta. Ma farta? Czy może pozwolił sobie usłyszeć siebie i zdecydował się podążać ścieżką, która może trudniejsza ale jego? No i Czesław Śpiewa. Modowo też przecież inny. Artystowski i bardzo prawdziwy. Co nie boi się mówić co myśli. Nawet jeśli myśli inaczej od większości, a myśli. W letnim wydaniu Dilemmas Magazine miałam jakby to powiedział Konrad "ogromnego farta" napisać o tych, co kroczenia pod prąd się nie boją. Cudownie. Udało mi się znaleźć letnią trójcę muszkieterów z prawdziwego zdarzenia. Numer od dzisiaj w sieci a ja już wiem, kim będą kolejni "muszkieterowie" a może "muszkieterki"...

dilemmas

18:08, bohovictim
Link Dodaj komentarz »