RSS
środa, 30 listopada 2011

Fashion Meets Design...To mnie zainspirowało. Że moda łączy się z designem. Że jest im obu do siebie tak blisko. Że tak naprawdę trudno interesować się jednym, nie dbając o drugie i odwrotnie. O tym teraz...

A tak naprawdę cały czas mam sobie za złe nieznalezienie odpowiednio długiej chwili, żeby napisać o październikowym Fashion Weeku. Napisałam o genialnym Re-Act'cie. Tekst ukaże się za parenaście dni w "Take Me". Było na co patrzeć. I co podziwiać. O Fashion Weeku opinii wyraziłam dziesiątki dziesiątek (może tym razem bardziej na głos), o kilku kolekcjach napisałam. Dziś z perspektywy czasu, nie wciskając nosa w notatki, a jedynie pamiętając o największych emocjach, jakie towarzyszyły mi ponad miesiąc temu, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że sporo ich było podczas pokazu MMC. Nie to, że jubileuszowego (choć to z pewnością też miało znaczenie), ale to, że po raz kolejny niezawodnego, nieprzeciętnego i unikatowego. We własnym stylu. Wielkim. Sporo ich też było na pokazie Michała Szulca. Kobiecym, niewymuszonym, w przepięknych kolorach. Pozytywnym. I jeszcze u Agaty Wojtkiewicz. Letniej, słonecznej, radosnej, dziewczęcej i kolorowej. Wreszcie u Zuo Corp., podczas po raz kolejny niezapomnianego pokazu. Na koniec u absolutnie "po mojemu" hiszpańskiego duetu Custo Barcelona. Jestem fanką jego estetyki. Energii, świeżości i feerii barw braci Dalmau. Dlatego tak często o nich piszę...

A dziś coś fashionowo-designerskiego. W sam raz do wstawienia do pokoju i uczynienia z tego głównego akcentu wyposażenia swoich czterech ścian. Podobno zresztą w USA robi furorę jako świąteczny prezent. Trzeba tylko mieć jakieś 60 tysięcy dolarów. O czym mowa? O naturalnej wielkości postaciach tworzonych z Lego, przez nowojorskiego designera Nathana Sawaya. Amerykanin skończył prawo na nowojorskim uniwersytecie, po którym trafił na Wall Street, gdzie bardzo szybko zaczął zarabiać sześciocyfrowe kwoty. Robił więc zawrotną karierę, a po stresującej pracy, relaksował się (po nocach) tworząc przeróżne formy najpierw z gliny, potem z cukierków, wreszcie z bajecznie kolorowych klocków Lego. Jego pierwszym znanym projektem stał się olbrzymich rozmiarów ołówek, a zaraz potem odwzorowane portety dzieci znajomych. 7 lat temu Sawaya został najlepszym "budowniczym" z Lego w USA. Właśnie wtedy postanowił rzucić swoją dotychczasową pracę. Zamienił fantastycznie płatną posadę na hobby, które nie tylko było niepewne, ale też słabo płatne. Wątpliwości, że to dobra decyzja, Sawaya jednak nie miał. Jak czas pokazał, słusznie. Dziś artysta ma wystawy na całym świecie i klientów wśród najbardziej znanych twarzy świata (pokroju Donalda Trumpa). Jest szczęśliwy. Najbardziej cieszy go fakt, że jego projektami isnpirują się dzieci. Jak mówi: "Na świecie jest 400 milionów dzieci, bawiących się Lego. Każdy z nich jest w pewnym sensie artystą".



 

02:03, bohovictim
Link Dodaj komentarz »