RSS
wtorek, 19 listopada 2013

Od tej pory znajdziecie mnie tutaj

Zapraszam na www.bohovictim.com

Facebook: www.facebook.com/Bohovictim

 

From now on you will find me here

Welcome at www.bohovictim.com

Facebook: www.facebook.com/Bohovictim

15:56, bohovictim
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 października 2013

Bajkowe i komiksowe postaci coraz częściej pojawiają się w modzie. Do niedawna tak istotne twarze modelek są celowe zasłaniane. Odwraca się od nich naszą uwagę. Nie tylko zresztą się je zasłania, ale też zakłada się na nie maski. „Ingeruje się także w sylwetki. Dodaje się im kilogramów tu i ówdzie. Tworzy się... kreatury.

ARRRGH! Monsters in Fashion to wyjątkowa wystawa. Po raz pierwszy pokazana została w Atenach (w 2011 roku), potem w Paryżu (wiosną tego roku). Od 19 paździerika przez trzy miesiące będzie można zobaczyć ją w Centraal Museum w Utrechcie. Zabawne potwory zaprezentują ponad 70 kreacji (pokazywanych na światowych wybiegach) takich projektantów jak Rick Owens, Issey Miyake, Walter van Beirendonck, Martin Margiela, Bernhard Willhelm, Viktor & Rolf, Bas Kosters i Bart Hess, oraz Charlie Le Mindu.

Słowem, kierunek: Utrecht!


Cartoon and comic characters are becoming more and more frequent in current fashion design. It happens that models faces are intentionally covered. This way our attention is distracted from them. It happens that designers not only cover but also mask their faces. They also „interfere” into silhouettes. Add some kilos here and there. Create monsters.

ARRRGH! Monsters in Fashion is the unique fashion exhibition. The first time it was shown in Athens (in 2011), then in Paris (this Spring). From 19th October for three months it will be possible to see it in Centraal Museum in Utrecht. Funny creatures will present more than 70 outfits (presented on the international catwalks) of designers e.g. Rick Owens, Issey Miyake, Walter van Beirendonck, Martin Margiela, Bernhard Willhelm, Viktor & Rolf, Bas Kosters, Bart Hess and Charlie Le Mindu.

In brief, direction: Utrecht!




01:53, bohovictim
Link Komentarze (2) »
środa, 02 października 2013

Henry'ego Hollanda wielbię i hołubię za mistrzowskie ocieranie się o kicz. Za t-shirty z olbrzymimi nadrukami, które tworzył już na poczatku swojej kariery. Za ogromne groszki, które pojawiają się w jego kolekcjach u boku trójkątów i kwadratów, i zamiast gryźć po oczach, można się na nie gapić godzinami. Za szalone formy. Za mistrzowskie miksowanie kolorów.

W kolekcji Resort Spring/ Summer 2014 za cekiny i za gwiezdny pył. Za szalone bufki i falbany. Za spódnice, spodnie i sukienki w wersji do kolan i dłuższej. I za bajeczne łączenie bajecznych elementów garderoby z nie mniej bajecznymi butami.


I adore and cherish Henry Holland for masterful rubbing against the kitsch. For t-shirts with giant prints, which he created as early as in the beginning of his career. For huge dots, which appear in his collections next to triangles and squares, and instead of causing dizziness, you can stare at them for hours. For crazy forms. For masterful mixing colors.

In Resort Spring/ Summer 2014 collection, for sequins and stardust. For oversize arms and ruffles. For skirts, pants and dresses from mid length to maxi length. For fabulous blending fabulous clothes with not less fabulous shoes.


 www.houseofholland.co.uk


16:58, bohovictim
Link Komentarze (1) »
wtorek, 01 października 2013

W świecie brytyjskiego fotografa, absolwenta ilustracji na Central Saint Martins, reżysera muzycznych klipów, miłośnika Lyncha, Felliniego i Hitchcocka, prywatnie byłego męża Kristen MacMenamy, wszystko jest do bólu perfekcyjne. Kobiety mają dopieszczone fryzury i makijaże. Ubrane są w ciuchy najlepszych i najbardziej glamour projektantów mody. Noszą biżuterię z najdroższych jubilerskich salonów. Osadzone są często w latach 50., czasach amerykańskiej prosperity i udowadniania całemu światu za wszelką cenę, że na naszym podwórku wszystko super. Są majętne i tylko jakieś takie... przygaszone. Przesycone dobrobytem i konsumpcyjnym stylem życia. Fizycznie ciągle w swojej bajce, myślami gdzieś daleko. Nieobecne. Być może sekret tkwi w słowach fotografa wyznającego Dla mnie najlepsze momenty w Hollywood to zbliżenia na twarz kobiety, która właśnie uświadomiła sobie, że cały jej świat był nie taki jak powinien.

Przez kilkanaście lat swojej kariery Aldridge'owi udało się stworzyć szczególnie wyjątkową relację z Francą Sozzani z włoskiego Vogue'a. Oboje mają w zwyczaju spotykać się ze sobą raz na pół roku w paryskim hotelu Ritz, podczas pokazów pret-a-porter. Prowadzą wówczas kreatywne debaty na temat kolejnych edytoriali w magazynie.

 

 

 

In the world of British photographer, illustration at Central Saint Martins graduate, music videos director, amateur of Lynch, Fellini and Hitchcock, privately ex-husband of Kristen MacMenamy, everything is ruthlessly perfect. Women have ideal hair and make ups. They are dressed in the best fashion designers‘ clothes. Wear the jewellery from  the most expensive brands. They are often put in the 50s., time of American prosperity and proving the whole world, at any price, that everything is just absolutely fine with us. The are wealthy but seem not to enjoy it. Glutted with welfare and consumptive way of life. Physically still in that fake fairy tale, but in fact miles away. Maybe the secret of it is in the photographer’s words To me the great moments in Hollywood, are close-ups of a woman’s face, thinking, and she’s just realized that her whole world was wrong.

 

During all the years of Aldridge career, he managed to create a very unique relationship with Franca Sozzani from Italian Vogue. They both have a tradition of holding biannual meetings at the Ritz Paris during the Pret-a-Porter shows. They lead then creative discussions about next editorials in the magazine.




Wystawę I only want you to love me ze zdjęciami Milesa Aldridge'a można było zobaczyć do 29 września w londyńskim Somerset House.

The exhibition I only want to make you love me with Miles Aldridge photos could have been seen until 29th September in London Somerset House.


01:25, bohovictim
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 05 sierpnia 2013

Pięć lat temu Katie Grand (jedna z najlepszych stylistek na świecie, która na swoim koncie ma edytoriale w Dazed&Confused, oraz stanowiska szefowej działu mody w magazynie The Face i redaktor naczelnej Pop) stworzyła magazyn Love. Na jego pierwszej okładce pojawił się nie kto inny jak rozebrana Beth Ditto. Wokół publikacji z miejsca zrobiło się głośno. Na przestrzeni pięciu lat z jej okładek spoglądali m.in. naga Lara Stone, wystylizowana na brytyjską królową Agyness Deyn, Kate Moss taplająca się w wannie pełnej wody oraz ugrzeczniony Justin Bieber. Z okładki jubileuszowego, 10-tego numeru spoglądają Cara Delevingne, Rosie Huntington Whiteley, Edie Campbell, oraz Georgia May Jagger i Chiharu Okonugi. Każda z nich ma na głowie uszy najsłynniejszej myszy świata, zaprojektowane przez Marca Jacobsa, Miuccię Pradę oraz Fridę Giannini.

Czy o Minnie można już mówić jako o ikonie mody? Nie ma co do tego wątpliwości. Partnerką ulubieńca Walta Disneya, Mikiego, inspirowali się wcześniej m.in. Jean Charles de Castelbajac, Giles Deacon i Richard Nicoll. W zeszłym roku była ona bohaterką bożonarodzeniowego filmu dla nowojorskiego Barneys'a. Teraz zwróciła uwagę Grand. Co jeszcze Minnie?

www.thelovemagazine.com

00:58, bohovictim
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 15 lipca 2013

Wizyta w galerii Mario Testino zwanej MATE w Limie była jak spełnienie marzeń, choć w zasadzie wszystkie znaki na niebie wskazywały, że wcale tak nie będzie. Za pierwszym razem kiedy tam trafiłam, dowiedziałam się, że galeria jest zamknięta z uwagi na zmienianą właśnie ekspozycję. Otwarta była tylko galeryjna kafejka i sklep z pamiątkami. Nowa ekspozycja światło dzienne miała ujrzeć 2 tygodnie później, słowem tuż przed moim wylotem z Peru. Wbiłam więc sobie te datę do głowy, żeby nie daj Boże nie zapomnieć. Nie zapomniałam.

Wystawa "Alta Moda" przedstawiała (i wciąż przedstawia, bo można ją zobaczyć do września) portrety mieszkańców ojczyzny Testino w ich tradycyjnych strojach: kamizelach ozdobionych bajecznymi detalami, spódnicach i spodniach z zachwycającymi haftami, nakryciach głowy z koronkami i wstążkami, oraz biżuterii. W drugim budynku galerii prezentowane były kreacje z pokazu kolekcji Haute Couture Diora na jesień- zimę 2005/2006 inspirowane podróżą Johna Galliano do Peru. Zapierające dech w piersi, naturalnie. 

W sklepie zaś jakby nigdy nic siedział sam Mario Testino. Uśmiechający się od ucha do ucha. Nie podejść/ nie podbiec zwyczajnie nie mogłam. Zamieniłam z nim parę słów i wyszłam z notatnikiem, który otwierała strona z podpisem fotografa. Tego samego, który serce moje zdobył wiele lat temu, kiedy stworzył serię portretów radosnej Lady Di.

Dziś znowu zachwyca. Tym razem w Net-a-Porter, gdzie pojawiła się właśnie kolekcja ubrań i akcesoriów inspirowanych wystawą Alta Moda.



16:03, bohovictim
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 lipca 2013

Juanita Braga jest najbardziej znaną peruwiańską modelką. Jej przygoda z modelingiem rozpoczęła się 6 lat temu, kiedy została laureatką słynnego konkursu Elite Model Look. Potem pojawiła się w kampaniach takich marek jak Ripley, Urban Outfitters, Vera Wang i Levi’s. Dziś można ją zobaczyć na wybiegach czterech stolic mody (choć nie tylko) oraz w edytorialach takich magazynów jak Vogue, Glamour, V, L'Officiel, Paper Magazine, Tatler, czy peruwiański Cosas. Z modelką miałam okazję zamienić kilka słów w Limie podczas Peru Moda. Na wieść o tym, że jestem z Polski zaczęła opowiadać o swoim chłopaku, który jest w połowie Niemcem, w połowie Polakiem o i tym, że niedawno razem z nim była na pewnym góralskim weselu w Tatrach. Tymi ostatnimi nota bene była zachwycona.

Kto jest twoim ulubionym projektantem mody?

Ricardo Tisci, Alexander McQueen (zawsze będzie) i Alexander Wang. Nie potrafiłabym wybrać jednego.

Którego z projektantów lubisz najbardziej personalnie?

Vivienne Westwood. Ona jest niezwykłą osobą. Piękną. Uwielbiam to z jaką determinacją walczy o ochronę lasów deszczowych. W tym celu była zresztą nawet w Peru.

Jaki był najważniejszy moment w twojej karierze?

Z pewnością moje zdjęcie w peruwiańskiej stylizacji, które pojawiło się we francuskim Vogue’u. Zrobił je Mario Testino.

To twój ulubiony fotograf?

Zdecydowanie. Od zawsze tak naprawdę. Praca z nim była dla mnie niesamowitym doświadczeniem.

A twoja ulubiona modelka?

Mariacarla Boscono. Jestem jej fanką.

Co ci się podoba w peruwiańskiej modzie?

Żywe kolory. One są takie energetyczne. I jeszcze materiały, a także to, że peruwiańska moda odwołuje się do tradycji. Czerpie z przeszłości.

Kim chciałaś być jako dziecko?

Nie myślałam o tym kim chciałabym zostać. Raczej skupiałam się na tym co chciałabym robić. Najważniejsze było dla mnie pomagać innym. Najchętniej dzieciom niepełnosprawnym.

Jakie jest twoje największe marzenie?

Cały czas to z dzieciństwa. Pomagać innym. Otworzyć fundację, która zajmowałaby się pokazywaniem tego co tworzą dzieci i młodzi ludzie. Która pozwoliłaby im robić dokładnie to co im w środku gra.

www.vogue.pe


Isabeli Fontana, Juana Burga i Aymeline Valade w obiektywie Mario Testino



16:28, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 czerwca 2013

W luksusowej dzielnicy Limy, San Isidro, znajduje się pracownia jednej z najsłynniejszych peruwiańskich projektantek mody, Meche Correa. Przyznam szczerze, że gdyby tak wyglądało moje miejsce pracy, nie miałabym chyba nic naprzeciw przesiadywaniu w nim do późnych godzin nocnych. Tym tropem poszła zresztą sama projektanta, o czym przekonałam się jakąś chwilę po wejściu do atelier, kiedy zlokalizowałam nierzucające się w pierwszym momencie w oczy, kręcone schody łączące pracownię z położoną piętro niżej częścią mieszkalną.

Wrażenia? Niezapomniane. Zawieszone na wieszakach ogromniaste spódnice z multikolorowymi haftami, toczki ozdobione kwiatami, ogromne naszyjniki, pierścienie z najbardziej różnorodnymi kamieniami jakie w życiu widziałam i transparentne torby z religijnymi detalami. Na koniec bajeczny widok z jeszcze bardziej bajecznego tarasu, palące się świece postawione w kilku zakątkach magicznego miejsca, dziwaczne laleczki, i pewna brazylijska para, która w ilościach hurtowych nabywała akcesoria z metką Correa. Wreszcie sama projektantka. Pełna energii, żywo gestykulująca opowiadając o swojej pracy-pasji.




14:26, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 czerwca 2013

Jest wysoka. Ma jasne włosy i ultradługie, chude nogi. Najczęściej ubiera się w obcisłe bluzki i ołówkowe spódnice do kolan. Albo w seksowne sukienki ze sporych rozmiarów dekoltem. Nosi szpilki na horrendalnie wysokich obcasach. Maluje usta na czerwono, a oczy na niebiesko. Nazywana jest "ironicznym dziełem sztuki". Ironicznym bo od góry do dołu pokryta jest lateksem. Brytyjski I-D nazwał ją "odzwierciedleniem obsesyjnej ludzkiej powierzchowności".

Naczelnej magazynu, Holly Shackleton Pandemonia wyznała "Muszę wyrażać sama siebie. Zadając pytania o współczesną kulturę, przerabiając najbardziej aktualne mity, zmieniając wizualnie moją publiczność (lub kogokowiek, z kim wchodzę w kontakt) i kreując świadomość". Zapytana o bajki, bo przecież z nimi budzi skojarzenia, powiedziała "Lubię bajki ponieważ są organicznymi historiami dotyczącymi archetypów, które funkcjonują od tysięcy lat. Wszystkie mają podobne motywy: są macochy, podłe siostry, ciemne lasy... one wciąż funkcjonują w naszym wspólczesnym czasie, tylko w innej formie. Zamiast ciemnego lasu mamy betonową dżunglę i Internet. Nasz świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Pojęcia nie mamy dokąd zmierzamy". 

"Ironiczna" lateksowa Pandemonia ostrzy sobie pazurki na Nagrodę Turnera (przyznawaną przez Tate Britain za osiągnięcia w dziedzinie sztuk plastycznych). Środowisko mody już ją docenia, zapraszając do udziału w sesjach zdjęciowych do najbardziej znanych magazynów na świecie. Ostatnio do niemieckiego Tush Magazine.



22:22, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 lutego 2013

Wystawę niemieckiego fotografa Juergena Tellera, słynącego z nieretuszowania zdjęć, autora głośnych kampanii reklamowych dla Marca Jacobsa, Helmuta Langa, Comme des Garcons, Celine i Vivienne Westwood, w londyńskim Instutute of Contemporary Arts rozpoczynają nagie zdjęcia ostatniej. O okolicznościach powstania aktów legendarnej projektantki Teller mówi: "Znałem Vivienne jakieś 16, może 18 lat. Robiłem dla niej kampanie przez ostatnich pięć czy 6 lat. Od zawsze zaś byłem całkowicie pod jej wrażeniem. Podziwiałem to co robi i to jak wygląda. Uwielbiałem jej jasną skórę, rude włosy i to, że nie ma w niej zahamowań. Naprawdę zależało mi na tym, żeby zobaczyć jak wygląda nago. I nagle ona oznajmiła "Przyjdź w następną niedzielę". Zawsze kiedy jestem zdenerwowany zabieram ze sobą żonę. Tym razem poszedł z nami także Ed (syn). Miał wtedy jakieś 4,5 roku. Andreas (mąż Vivienne) i Vivienne przygotowali dla nas uroczą kolację. Po niej Ed zaczął bawić się na kanapie swoim PlayStation. Vivienne zapytała wówczas "Robimy to czy nie?". Ja byłem zbyt nieśmiały żeby zapytać. Potem się rozebrała. Wtedy Ed podszedł do mnie i powiedział "Co się tutaj dzieje? Dlaczego Vivienne jest naga?". A ja mu na to "Ponieważ chciałbym zobaczyć jak wygląda i zrobić jej zdjęcia. Poza tym myślę, że wygląda pięknie". I on wrócił do swojej gry. Chwilę później podszedł znowu i wyszeptał "Tato, tato czy mnie też możesz sfotografować nago?" Ja mu na to "Oczywiście, jak tylko skończę z Vivienne". I wtedy on oznajmił "Nie, nie. Nikomu nic nie mów. Jak wrócimy do domu". To było urocze". 

Wystawę można oglądać do 17 marca 2013.

Wypowiedź fotografa pochodzi z wywiadu z dnia 31 marca 2012 przeprowadzonego przez Tima Blanksa. Całość możecie przeczytać tutaj.


18:26, bohovictim
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14